Chodziłam ciekawie koło wejścia do kopalni. Nie byłam pewna czy wejść, czy zaczekać do dnia następnego. Już przekraczałam łapą granice kopalni, zanużając się w bezkresną czerń... Gdy nagle usłuszałam szelest liści i z krzaków wyszła szarawa kotka syberyjska. Schowałam się w cieniu kopalni, tuż za belką pottrzymywującą sufit. Widziałam jak wącha wszystko po kolei, zmierzając w kierunku kopalni. Wreszcie zajrzała do środka. Wyszłam ze swojej kryjówki.
Wygiełam grzbiet i zasyczałam.
(Iris?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz