Biegłem przez długie trawy w poszukiwaniu zdobyczy. Nagle na horyzoncie ujrzałem drzewa. Przyśpieszyłem biegu.
W lesie nie było jakichś specjalnych oznak ludzkości, tym lepiej dla mnie. Ale las szybko się zakończył. Mijając ostatnie drzewo, usłyszałem miałczenie. Zatrzymałem się w pół kroku. Wyjrzałem zza kryjówki. Ujrzałem dwie kotki. Rozmawiały. Bez zastanowienia skręciłem w bok, nie chcąc mieć z nimi doczynienia. Już przechodziłem bezszelestnie boczkiem i nagle... gałąź. Próbując przejść koło niej zachaczyłem o nią tylnią nogą. Liście zaszumiały głośno. Jedna z kotek popatrzyła w moją stronę. Stałem utrzymując niezręczny dla mnie dosyć kontakt wzrokowy. Aż do momentu gdy zapytała:
-Kto ty?
-Ja?-zapytałem głupio, nie myśląc o wypowiedzi.
-No tak, Ty.
-Leon.
-Z kąd ty?-zapytała druga.
-Nie wiem, na miejscowościach się nie znam, w każdym razie z niedaleka.-odpowiedziałem.
(Iris? Snow?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz